Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Harry Potter. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

środa, 16 maja 2012

Rozdział I "Palant, idiota, debil i... Remus"


Niepokój ścisnął mi w pewnym momencie serce, ale jednak nie. Uf, fałszywy alarm. Może James ma jednak trochę rozumu? Wątpię, ale uratował sytuację. Spojrzałam na niebo. Zaraz powinno zrobić się jasno, a do południa księżyc zmaleje. Nie pomyliłam się. Po chwili cztery postacie ruszyły przez błonia do bijącej wierzby. Odetchnęłam. Poczekałam jeszcze z pięć minut i weszłam do szkoły. Szybko przemknęłam się korytarzami, a gdy doszłam do korytarza z Grubą Damą odmieniłam się, poprawiłam i podeszłam do portretu.

- Emily, znowu nie było Cię całą noc. - Powiedziała Gruba Dama.
- Wiem przepraszam. - Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Oh no tak, pełnia. - Powiedziała Gruba Dama. - I jak tam?
- Dobrze. - Odparłam. - O dziwo spokój.
- To dobrze. Podaj hasło, bo zaraz pewnie przylezą Huncwoci.
- No tak. Bananowy sorbet. - Powiedziałam.
- Zgadza się. - Dama otworzyła przejście.

Z westchnieniem weszłam do pokoju wspólnego. Miałam fart, jutro sobota, więc zdążę się wyspać. Ogień powoli dogasał a za oknami robiło się coraz jaśniej. Ruszyłam do dormitorium dziewczyn.

- Dziś widzę, że w miarę spokojnie. - Usłyszałam głos z fotela przy kominku. Aż podskoczyłam i spojrzałam tam. W fotelu siedziała Lily Evans.
- Lily. - Odetchnęłam trzymając się za serce. Wzięłam dwa głębsze oddechy. - Czy ty chcesz abym umarła na zawał?
- Nie. - Lily uśmiechnęła się. - Albo i tak.

Odwzajemniłam uśmiech. Lilianna Evans - prefekt naczelny Gryffindoru. Moja najlepsza przyjaciółka. Jedyna damska powierniczka tajemnicy Remusa, poza mną.

- Ale śmieszne. Co ty tu robisz?
- Kontroluje trzech debili na błoniach i Remusa. No i mam zamiar wlepić im po szlabanie za włóczenie się nocą.
- Odpuść im dzisiaj. Przynajmniej Remus miał towarzystwo. Poza tym... ja też mam szlaban?
- Daj spokój, ty go kochasz więc się nie liczy.
- Skąd wiesz, że oni nic ze sobą ten teges? No wiesz czwórka chłopców, zawsze razem, często sami.
- Emily, fuj! - Lily rzuciła we mnie poduszką. Roześmiałam się.
- Jesteś homofobem?
- Nie, ale wyobraziłam sobie właśnie orgię w wykonaniu ich czterech. - Wzdrygnęła się.

Spróbowałam to sobie wyobrazić i też się wzdrygnęłam.

- Faktycznie ohyda. - Powiedziałam.
- Poza tym jestem PEWNA, że nie są homo. James podrywa mnie, Syriusz każdą laskę powyżej 14 roku życia, Peter to Peter, a Remus "ma swoje powody".
- Co racja to racja. - Uśmiechnęłam się i podeszłam do okna. Spojrzałam na błonia. - O palant, idiota i debil wracają.
- A Remus znowu zostaje do południa?
- Tak. Dobra Lily, ja idę spać. Idziesz też?
- Ta... dziś im odpuszczę.
- Zakochana. - Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Wcale nie. - Odparła czerwieniąc się.
- Jasne. - Zaśmiałam się.
W ciszy weszłyśmy do dormitorium dziewczyn.

***
Rzędy cyfr znowu mnie pochłonęły. Liczyłam z zawrotną prędkością nie zwracając uwagi na otoczenie. Numerologia - tak, to był mój konik. Od zawsze. Kochałam ten przedmiot - dosłownie za wszytko. To niesamowite jak liczby, zwykłe liczby, w odpowiednim ustawieniu potrafiły mówić czasem więcej niż słowa.

- Emily. - Coś mnie szturchnęło w ramię. - Ej Em.

Podniosłam głowę wracając do rzeczywistości. To Lily mnie szturchała, a byłam w klasie numerologi. 8 osób - ja, Lily i Remus, trzech Krukonów, jeden Ślizgon i jedna Puchonka, to cała grupa na numerologii. Właśnie pisaliśmy sprawdzian. No tak.

- Co? - Szepnęłam patrząc na nauczycielkę, czytającą książkę.
- Pomocy. - Jęknęła szeptem Lily.

Wzniosłam oczy do nieba, a Remus siedzący po mojej prawej stronie pokręcił głową.

***

- Lily, więc po prostu zrezygnuj. - Powiedziałam
- Na ostatnim roku? - Lily pokręciła głową.
- Przecież na OWTM-ie Ci nie pomożemy. Zastanów się poważnie. - Powiedział Remus.
- Nadrobię.
- Wątpię. - Powiedziałam równo z Remusem.
- Jacy zgodni. - Zakpiła. Potem znowu zmarkotniała. - Dlaczego wam to tak łatwo przychodzi?
- Numerologia to moja pasja, wiesz o tym. - Odparłam.
- Lubię babrać się w liczbach. No i lubię jak wszytko tworzy logiczną całość. - Powiedział Remus.
- A! Denerwujecie mnie! - Lily udając obrażoną, wyprzedziła nas. Zaśmiała się chicho.
- A, Lily! - Zawołał za nią Remus.
- No? - Zapytała Lily dochodząc do Wielkiej Sali.
- Lepiej przygotuj się psychicznie. - Powiedział.
- Niby na co? - Zapytała Lily i weszła do wielkiej sali.

Po trzech sekundach usłyszeliśmy wrzask.

- POTTER! ZAMORDUJE CIĘ!

Remus westchnął zrezygnowany, a ja roześmiałam się.

- Chce to zobaczyć. - Powiedziałam i pobiegłam do Wielkiej Sali, a za mną Remus.

Weszłam i rozejrzałam się. Od razu zauważyłam o co chodzi, bo w sumie, ciężko było nie zauważyć. Za stołem nauczycieli na ścianie wisiał ogromny portret Lily, na dodatek w ramce z różowych i białych kwiatów w kształcie serca, a obok portretu widniał napis "Dla mojej najukochańszej i najpiękniejszej". Każdy wiedział, ze to robota Pottera. O mało bym nie wybuchnęła śmiechem, a potem Lily by mnie zabiła "bo to wcale nie jest śmieszne!", ale Remus zasłonił mi usta dłonią, również starając się nie roześmiać, widząc, że Lily w furii odnalazła Jamesa, który z lekkim przerażeniem wstał od stołu i puścił się biegiem w stronę bocznego wyjścia, a Lily za nim. Syriusz i Peter roześmiali się, tak jak połowa Wielkiej Sali, widząc tą scenę. Gdy Lily opuściła już salę, Remus odsłonił mi usta, a ja zaczerpnęłam powietrza aby się nie śmiać.

- Dzięki. - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Powiedział Remus patrząc na portret na ścianie. Nie był magiczny, tylko mugolski. - Nie wiem po co on to robi, skoro wie co się stanie.
- W sumie ja też. Choć, wiele robi się z miłości.
- No tak. "Miłość". - Prychnął ironicznie. - Bzdura.

Zabolało. Odwróciłam wzrok. Jedyna rzecz jaka mnie powstrzymywała od wyznania Remusowi co do niego czuję, to właśnie jego podejście do miłości. Nie wierzy w miłość.

- Może lepiej zajmiemy się tym, zanim Lily wróci? - Zapytałam zmieniając temat.
- Dobry pomysł. - Powiedział Remus.

Ruszyliśmy do stołu nauczycieli.

- Właściwie skąd miał zdjęcie dowodowe Lily? - Zapytałam.
- Co? - Zapytał Remus.
- W świecie mugoli, gdy stajesz się pełnoletni dostajesz taką plakietkę z twoimi danymi i zdjęciem. Jest to "dowód tożsamości" a to. - Wskazałam na portret. - Jest zdjęcie, które Lily będzie miała na dowodzie.
- Aha..., a to zdjęcie zabrał jej kiedyś z portfela. - Remus wzruszył ramionami.
- Świetnie. On chyba chce zginąć.
- Nie znasz Jamesa? Jakoś wybrnie.
- Jak zawsze.

Stanęliśmy przed stołem i wyciągnęliśmy różdżki. Równo nimi machnęliśmy i po chwili "dzieło" Jamesa zniknęło. Podeszliśmy do stołu Gryfonów. Na moje nieszczęście z 7 klasy byli przy nim tylko Syriusz i Peter. Z westchnieniem usiadłam koło Remusa na przeciwko nich.

- Cześć Rem. Cześć Emily. - Powiedział Syriusz z uśmiechem.
- Hej. - Uśmiechnął się Remus. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie przepadałam za Peterem a Syriusza nie trawiłam.
- Jak tam numerologia? - Zapytał Peter widząc, że Syriusz już otwiera usta, aby mi coś powiedzieć.
- Dobrze. Sprawdzian był banalny. - Odparł Remus.

Słuchałam ich jednym uchem i zabrałam się za kolację. Gdzieś w połowie wróciła Lily. Usiadła koło mnie i bez słowa zabrała się za jedzenie. James wrócił chwilę później i usiadł koło Remusa, również bez słowa.

- Wszytko ok? - Mrugnęłam do Lily.
- Mmm... - Mruknęła, ale nic więcej nie powiedziała.

Zachichotałam i dokończyłyśmy kolację, a potem ruszyłyśmy do pokoju wspólnego. Tam zabrałyśmy się za prace domowe. Około godziny 20 skończyłyśmy i popijałyśmy herbatkę rozmawiając. O 22 poszłam się wykąpać, a potem położyłam się spać.

***

Była godzina 23.30. Nie umiałam zasnąć. Miałam wrażenie, że ten dzień był jakiś za spokojny. Przekręciłam się na bok. Usłyszałam westchnienie.

- Dobra, co jest? - Usłyszałam głos Lily z łóżka obok.
- A co ma być? - Zapytałam zdumiona. - A ty czemu jeszcze nie śpisz?
- Wiercisz się jak głupia, a przez to nie umiem zasnąć. - Powiedziała Lily. - Co jest?
- Nic po prostu... mam wrażenie, że ten dzień jest jakiś za spokojny.
- Za spokojny? - Lily była sceptyczna.
- Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem. - Lily zastanowiła się. - Wiesz, masz rację. Ale to chyba dobrze, co? Zawsze mogłoby tak być.
- No chyba. - Nie byłam pewna.
- Idź spać. Pogadamy jutro.
- Okej.

Odwróciłam się na bok. Nie wiem kiedy zmorzył mnie sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz