Niepokój ścisnął mi w pewnym
momencie serce, ale jednak nie. Uf, fałszywy alarm. Może James ma
jednak trochę rozumu? Wątpię, ale uratował sytuację. Spojrzałam
na niebo. Zaraz powinno zrobić się jasno, a do południa księżyc
zmaleje. Nie pomyliłam się. Po chwili cztery postacie ruszyły
przez błonia do bijącej wierzby. Odetchnęłam. Poczekałam jeszcze
z pięć minut i weszłam do szkoły. Szybko przemknęłam się
korytarzami, a gdy doszłam do korytarza z Grubą Damą odmieniłam
się, poprawiłam i podeszłam do portretu.
- Emily, znowu nie było Cię całą
noc. - Powiedziała Gruba Dama.
- Wiem przepraszam. - Uśmiechnęłam
się porozumiewawczo.
- Oh no tak, pełnia. - Powiedziała
Gruba Dama. - I jak tam?
- Dobrze. - Odparłam. - O dziwo
spokój.
- To dobrze. Podaj hasło, bo zaraz
pewnie przylezą Huncwoci.
- No tak. Bananowy sorbet. -
Powiedziałam.
- Zgadza się. - Dama otworzyła
przejście.
Z westchnieniem weszłam do pokoju
wspólnego. Miałam fart, jutro sobota, więc zdążę się wyspać.
Ogień powoli dogasał a za oknami robiło się coraz jaśniej.
Ruszyłam do dormitorium dziewczyn.
- Dziś widzę, że w miarę spokojnie.
- Usłyszałam głos z fotela przy kominku. Aż podskoczyłam i
spojrzałam tam. W fotelu siedziała Lily Evans.
- Lily. - Odetchnęłam trzymając się
za serce. Wzięłam dwa głębsze oddechy. - Czy ty chcesz abym
umarła na zawał?
- Nie. - Lily uśmiechnęła się. -
Albo i tak.
Odwzajemniłam uśmiech. Lilianna Evans
- prefekt naczelny Gryffindoru. Moja najlepsza przyjaciółka. Jedyna
damska powierniczka tajemnicy Remusa, poza mną.
- Ale śmieszne. Co ty tu robisz?
- Kontroluje trzech debili na błoniach
i Remusa. No i mam zamiar wlepić im po szlabanie za włóczenie się
nocą.
- Odpuść im dzisiaj. Przynajmniej
Remus miał towarzystwo. Poza tym... ja też mam szlaban?
- Daj spokój, ty go kochasz więc się
nie liczy.
- Skąd wiesz, że oni nic ze sobą ten
teges? No wiesz czwórka chłopców, zawsze razem, często sami.
- Emily, fuj! - Lily rzuciła we mnie
poduszką. Roześmiałam się.
- Jesteś homofobem?
- Nie, ale wyobraziłam sobie właśnie
orgię w wykonaniu ich czterech. - Wzdrygnęła się.
Spróbowałam to sobie wyobrazić i też
się wzdrygnęłam.
- Faktycznie ohyda. - Powiedziałam.
- Poza tym jestem PEWNA, że nie są
homo. James podrywa mnie, Syriusz każdą laskę powyżej 14 roku
życia, Peter to Peter, a Remus "ma swoje powody".
- Co racja to racja. - Uśmiechnęłam
się i podeszłam do okna. Spojrzałam na błonia. - O palant, idiota
i debil wracają.
- A Remus znowu zostaje do południa?
- Tak. Dobra Lily, ja idę spać.
Idziesz też?
- Ta... dziś im odpuszczę.
- Zakochana. - Pokręciłam głową z
uśmiechem.
- Wcale nie. - Odparła czerwieniąc
się.
- Jasne. - Zaśmiałam się.
W ciszy weszłyśmy do dormitorium
dziewczyn.
***
Rzędy cyfr znowu mnie pochłonęły.
Liczyłam z zawrotną prędkością nie zwracając uwagi na
otoczenie. Numerologia - tak, to był mój konik. Od zawsze. Kochałam
ten przedmiot - dosłownie za wszytko. To niesamowite jak liczby,
zwykłe liczby, w odpowiednim ustawieniu potrafiły mówić czasem
więcej niż słowa.
- Emily. - Coś mnie szturchnęło w
ramię. - Ej Em.
Podniosłam głowę wracając do
rzeczywistości. To Lily mnie szturchała, a byłam w klasie
numerologi. 8 osób - ja, Lily i Remus, trzech Krukonów, jeden
Ślizgon i jedna Puchonka, to cała grupa na numerologii. Właśnie
pisaliśmy sprawdzian. No tak.
- Co? - Szepnęłam patrząc na
nauczycielkę, czytającą książkę.
- Pomocy. - Jęknęła szeptem Lily.
Wzniosłam oczy do nieba, a Remus
siedzący po mojej prawej stronie pokręcił głową.
***
- Lily, więc po prostu zrezygnuj. -
Powiedziałam
- Na ostatnim roku? - Lily pokręciła
głową.
- Przecież na OWTM-ie Ci nie pomożemy.
Zastanów się poważnie. - Powiedział Remus.
- Nadrobię.
- Wątpię. - Powiedziałam równo z
Remusem.
- Jacy zgodni. - Zakpiła. Potem znowu
zmarkotniała. - Dlaczego wam to tak łatwo przychodzi?
- Numerologia to moja pasja, wiesz o
tym. - Odparłam.
- Lubię babrać się w liczbach. No i
lubię jak wszytko tworzy logiczną całość. - Powiedział Remus.
- A! Denerwujecie mnie! - Lily udając
obrażoną, wyprzedziła nas. Zaśmiała się chicho.
- A, Lily! - Zawołał za nią Remus.
- No? - Zapytała Lily dochodząc do
Wielkiej Sali.
- Lepiej przygotuj się psychicznie. -
Powiedział.
- Niby na co? - Zapytała Lily i weszła
do wielkiej sali.
Po trzech sekundach usłyszeliśmy
wrzask.
- POTTER! ZAMORDUJE CIĘ!
Remus westchnął zrezygnowany, a ja
roześmiałam się.
- Chce to zobaczyć. - Powiedziałam i
pobiegłam do Wielkiej Sali, a za mną Remus.
Weszłam i rozejrzałam się. Od razu
zauważyłam o co chodzi, bo w sumie, ciężko było nie zauważyć.
Za stołem nauczycieli na ścianie wisiał ogromny portret Lily, na
dodatek w ramce z różowych i białych kwiatów w kształcie serca,
a obok portretu widniał napis "Dla mojej najukochańszej i
najpiękniejszej". Każdy wiedział, ze to robota Pottera. O
mało bym nie wybuchnęła śmiechem, a potem Lily by mnie zabiła
"bo to wcale nie jest śmieszne!", ale Remus zasłonił mi
usta dłonią, również starając się nie roześmiać, widząc, że
Lily w furii odnalazła Jamesa, który z lekkim przerażeniem wstał
od stołu i puścił się biegiem w stronę bocznego wyjścia, a Lily
za nim. Syriusz i Peter roześmiali się, tak jak połowa Wielkiej
Sali, widząc tą scenę. Gdy Lily opuściła już salę, Remus
odsłonił mi usta, a ja zaczerpnęłam powietrza aby się nie śmiać.
- Dzięki. - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Powiedział Remus
patrząc na portret na ścianie. Nie był magiczny, tylko mugolski. -
Nie wiem po co on to robi, skoro wie co się stanie.
- W sumie ja też. Choć, wiele robi
się z miłości.
- No tak. "Miłość". -
Prychnął ironicznie. - Bzdura.
Zabolało. Odwróciłam wzrok. Jedyna
rzecz jaka mnie powstrzymywała od wyznania Remusowi co do niego
czuję, to właśnie jego podejście do miłości. Nie wierzy w
miłość.
- Może lepiej zajmiemy się tym, zanim
Lily wróci? - Zapytałam zmieniając temat.
- Dobry pomysł. - Powiedział Remus.
Ruszyliśmy do stołu nauczycieli.
- Właściwie skąd miał zdjęcie
dowodowe Lily? - Zapytałam.
- Co? - Zapytał Remus.
- W świecie mugoli, gdy stajesz się
pełnoletni dostajesz taką plakietkę z twoimi danymi i zdjęciem.
Jest to "dowód tożsamości" a to. - Wskazałam na
portret. - Jest zdjęcie, które Lily będzie miała na dowodzie.
- Aha..., a to zdjęcie zabrał jej
kiedyś z portfela. - Remus wzruszył ramionami.
- Świetnie. On chyba chce zginąć.
- Nie znasz Jamesa? Jakoś wybrnie.
- Jak zawsze.
Stanęliśmy przed stołem i
wyciągnęliśmy różdżki. Równo nimi machnęliśmy i po chwili
"dzieło" Jamesa zniknęło. Podeszliśmy do stołu
Gryfonów. Na moje nieszczęście z 7 klasy byli przy nim tylko
Syriusz i Peter. Z westchnieniem usiadłam koło Remusa na przeciwko
nich.
- Cześć Rem. Cześć Emily. -
Powiedział Syriusz z uśmiechem.
- Hej. - Uśmiechnął się Remus. Ja
tylko kiwnęłam głową. Nie przepadałam za Peterem a Syriusza nie
trawiłam.
- Jak tam numerologia? - Zapytał Peter
widząc, że Syriusz już otwiera usta, aby mi coś powiedzieć.
- Dobrze. Sprawdzian był banalny. -
Odparł Remus.
Słuchałam ich jednym uchem i zabrałam
się za kolację. Gdzieś w połowie wróciła Lily. Usiadła koło
mnie i bez słowa zabrała się za jedzenie. James wrócił chwilę
później i usiadł koło Remusa, również bez słowa.
- Wszytko ok? - Mrugnęłam do Lily.
- Mmm... - Mruknęła, ale nic więcej
nie powiedziała.
Zachichotałam i dokończyłyśmy
kolację, a potem ruszyłyśmy do pokoju wspólnego. Tam zabrałyśmy
się za prace domowe. Około godziny 20 skończyłyśmy i popijałyśmy
herbatkę rozmawiając. O 22 poszłam się wykąpać, a potem
położyłam się spać.
***
Była godzina 23.30. Nie umiałam
zasnąć. Miałam wrażenie, że ten dzień był jakiś za spokojny.
Przekręciłam się na bok. Usłyszałam westchnienie.
- Dobra, co jest? - Usłyszałam głos
Lily z łóżka obok.
- A co ma być? - Zapytałam zdumiona.
- A ty czemu jeszcze nie śpisz?
- Wiercisz się jak głupia, a przez to
nie umiem zasnąć. - Powiedziała Lily. - Co jest?
- Nic po prostu... mam wrażenie, że
ten dzień jest jakiś za spokojny.
- Za spokojny? - Lily była sceptyczna.
- Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem. - Lily zastanowiła się. -
Wiesz, masz rację. Ale to chyba dobrze, co? Zawsze mogłoby tak być.
- No chyba. - Nie byłam pewna.
- Idź spać. Pogadamy jutro.
- Okej.
Odwróciłam się na bok. Nie wiem
kiedy zmorzył mnie sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz