Regulamin

1. Jest to blog o tematyce Harry Potter. Jak nie lubisz w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk - wciśnij go.
2. Każdy rozdział jest mój, oryginalnie pisany. Nie kopiuje i nie plagiatuje innych blogów.
3. Generalnie tematyka jest hetero (MxK) ale może pojawić się również tematyka homo (MxM) lub (KxK). Nie czepiać się. Ostrzegałam.
4. Nie spamować. Nie wklejać linków w komentarzach.
5. Nie przeklinać w komentarzach i nie obrażać nikogo.
6. Krytyka mile widziana ale nie chamska.

piątek, 25 maja 2012

Rozdział II "Zaproszenie Łapy"


[Tydzień później]

- Jeszcze dziś, jutro, Hogsmeade i ŚWIĘTA!

Za co? Pytałam samą siebie po raz kolejny. Eliksiry, tak, właśnie eliksiry. Za jakie grzechy chodziłam na nie bez Lily za to z Jamesem, Syriuszem i Remusem? Na dodatek Remus odmówił pomocy Jamesowi z pracą domową, a ten przybiegł do mnie i wręcz błagał. Nie umiałam mu odmówić, poza tym jakbym to zrobiła, Lily by mnie zabiła. Uważała, że powinno się pomagać innym, "nawet jeżeli to Ci debile". Więc teraz zgrzytając zębami siedziałam w bibliotece i wbijałam siłą, dosłownie, wiedzę do jego pustego łba, a on wykrzykiwał swoje teksty o wolnym i świętach.

- James czy mógłbyś się z łaski swojej skupić? - Zapytałam.
- Przepraszam Em, ale ja już żyję wolnym.
- Bo znowu będziesz balować z Syriuszem u Ciebie w domu? - Uniosłam brwi.
- Też. - Wyszczerzył zęby. Jezu. Pokręciłam głową.
- To za 3 dni. Teraz E-LI-KSI-RY. No jeszcze raz bo to na pewno masz źle. - Wskazałam na fragment wypracowania.

James westchnął ale zabrał się do pracy.

***

- Nie! Nie amortencja tylko veritaserum!
- Przepraszam. - Westchnął zrezygnowany.

Załamałam ręce. Wzięłam dwa głębokie oddechy i gdy byłam pewna, że się nie wydrę zaczęłam mówić.

- James czy ty zdajesz sobie sprawę, że za niecałe 6 miesięcy zdajemy OWTM-y?
- Tak.
- I chcesz pisać eliksiry aby być aurorem?
- Tak.
- To się zabierz do roboty, bo na ten moment tego nie widzę.
- Em, naprawdę się staram.
- Jakoś tego nie widzę.
- Remus powiedział, że ma dość pomagania mi.
- W ogóle się nie dziwię.
-Em? - Zapytał gdy zobaczył, że wróciłam do nauki.
- No? - Zapytałam.
- Dasz mi korki z eliksirów?
- Co? - Zapytałam podnosząc głowę. Chyba się przesłyszałam.
- Czy udzielisz mi korepetycji z eliksirów?
- Mówisz poważnie? - Zmrużyłam oczy.
- Tak. - Widać, że ciężko mu było się przyznać. W końcu wielki pan Potter nigdy nie potrzebuje pomocy. Westchnęłam i zamknęłam książkę.
- Pod warunkiem, że się przyłożysz.
- Obiecuję, że będę pilnym uczniem. - Zasalutował. Niby się zgrywał, ale czułam, że mówi szczerze. W końcu długo go już znałam.
- No dobra. Zaczynamy po świętach. - Spojrzałam do mojego kalendarzyka. - W każdy wtorek i piątek po godzinie.
- Dziękuję! Ratujesz mi życie!
- Raczej karierę.

Usłyszeliśmy chrząknięcie. Spojrzałam na prawo. Stał tam Syriusz. Westchnęłam w duchu.

- Dobra na dziś koniec. - Powiedziałam.
- Okej.

Zaczęłam zbierać swoje książki do torby, a James swoje. Podszedł do nas Syriusz, udawałam, że on nie istnieje.

- Cześć James. Cześć Emily.
- Cześć Syr. - Powiedział James. Ja nadal udawałam, że go nie widzę ani nie słyszę.
- Em. - Zero reakcji z mojej strony. - Ej Em.

Nic. Nadal zbierałam swoje książki. James zachichotał.

- Dobra ja idę Emily. Na razie. - Powiedział James.
- No pa. - Odparłam.

Nadal nie podnosiłam wzroku, zbierając powoli swoje książki. Gdy sądziłam, że już poszli rozejrzałam się. Syriusz nadal tu był. Odetchnęłam dwa razy i zarzuciłam torbę na ramię.

- No na reszcie podniosłaś tą głowę. - Powiedział.
- Co chcesz? - Zapytała oschle.
- Pogadać.
- Ta jasne. - Prychnęłam.

Ostatni raz jak przyszedł "pogadać" skończyłam w zaspie śnieżnej do której mnie wrzucił. Celowo.

- Em, serio sorry za tą zaspę. - Zaczął.
- Nie rozmawiam z Tobą.

Przeszłam obok niego obojętnie, ale złapał mnie za rękę. Chciałam ją wyrwać ale był silniejszy. Szlak by go. Odwrócił mnie do siebie.

- No co? - Warknęłam.
- Ile masz być zamiar na mnie wściekła?
- Trzy miliony osiem tysięcy dwieście pięćdziesiąt trzy lata. - Odparłam.
- Emily nie zachowuj się jak dziecko.
- Ja się zachowuje jak dziecko? - Uniosłam brwi.
- Na dobra, na co dzień ja, ale teraz ty.
- Syriusz ja nie jestem Lily, która wiecznie wybacza.
- Wiem, ale przez ten głupi wybryk mam wrażenie, że mnie nienawidzisz.
- Nigdy Cię nie lubiłam, co za różnica?
- Nie lubić a nienawidzić to dwie różne rzeczy. Słuchaj a nie może być tak jak przez ostatnie sześć lat? Kumplowaliśmy się przecież. Dasz mi jeszcze jedną szanse na kumpelstwo?

Westchnęłam. Jak powiem "nie" wszyscy będą wieszać psy na mnie, bo on przeprosił. Jak powiem "tak" to mnie trafi szlak. Ciężko.

- Okej. Ostatnia szansa Black.
- Dobra dzięki.
- Coś jeszcze?
- Tak.
- Więc słucham.
- W tą sobotę jest wypad do Hogsmeade. James idzie z Lily na randkę, Remus jedzie wcześniej do domu a Peter się przeziębił i nie może iść. Może poszlibyśmy razem co? Jak kumple.
- Jak kumple?
- Tak.
- No okej. I tak nie miałam z kim iść.
- To się jeszcze zgadamy.
- Okej.
- To na razie.
- Na razie.

Syriusz zniknął mi z oczu pomiędzy regałami.

***

- Co?! - Lily była w totalnym szoku.

Patrzyłam na nią spokojnie pijąc herbatę. Lily siedziała z szczęką przy ziemi i patrzyła na mnie wielkimi oczami.

- Czy ja dobrze zrozumiałam? - Zapytała Lily.
- Tak.
- Pogodziłaś się z Syriuszem? - Upewniła się Lily.
- Tak.
- On Cię przeprosił.
- Tak.
- Zaprosił Cię do Hogsmeade?
- Tak.
- I zgodziłaś się?
- I tak nie miałam z kim iść. - Odparłam. Zaczynało mnie to irytować.
- Czyś ty oszalała?!
- Lily o co Ci chodzi? Od paru tygodni Ty i Remus powtarzacie mi, że mam się pogodzić z Syriuszem. Zrobiłam to, zaprosił mnie jak jak kumpel, zgodziłam się.
- Tak ale, ale... - Lily westchnęła. - Znasz go prawda? On zawsze ma jakiś cel.
- Lily. - Wywróciłam oczami. - Tak, znam go. Tak wiem jaki on jest. Dostał ostatnia szansę. Jak to spapra to będzie jego wina i jego możecie się czepiać.
- No w sumie racja. Jakby co będę z Jamesem u pani Puddifoot, albo w Trzech Miotłach, albo w miodowym Królestwie...
- Lily uspokój się. Idziesz na randkę z Jamesem. To niemal tak samo niebezpieczne jak kumpelski wypad z Syriuszem, więc skup się na sobie.

Wróciłam od pracy domowej ignorując minę Lily.

***

Była już 22, a ja nadal siedziałam przy pracy domowej. Po chwili dosiadł się do mnie Remus.
- Co tam? - Zapytał.
- A... Transmutacja. - Zrobiłam zbolałą minę. Remus zaśmiał się.
- Daj to.

Wziął pergamin i zaczął czytać. Co jakiś czas coś poprawiał, skreślał lub dopisywał. Po 15 minutach skończył.

- Masz. - Oddał mi pergamin.
- Dzięki. - Odparłam i przeleciałam wzrokiem po pergaminie i zaczęłam przepisywać pracę na czysto. - Za co taka uprzejmość i bezinteresowna pomoc?
- Wybawiłaś mnie od Jamesa i pomocy przy eliksirach. Dzięki.
- Aaa to... nie ma za co. - Powiedziałam.
- I pogodziłaś się z Syriuszem.
- I owszem.
- Czyli w końcu będzie spokój?
- Jak zda test.
- Jaki test?
- Wypad do Hogsmeade w sobotę. To jest jego test.
- Aaa... czaje. Jak coś odwali to nie zda?
- I owszem.

Zaczęliśmy swobodna rozmowę o błahostkach, on popijał herbatę a ja przepisywałam. Kiedy skończyłam była 23. Mimo tego kontynuowałam rozmowę prawie do północy. Dawno nie miałam okazji porozmawiać z Remim sam na sam. Cieszył mnie każdy jego uśmiech, każde jego spojrzenia, nawet każde jego słowo. Ale bolało to, że dla niego zawsze będę tylko przyjaciółką.

środa, 16 maja 2012

Rozdział I "Palant, idiota, debil i... Remus"


Niepokój ścisnął mi w pewnym momencie serce, ale jednak nie. Uf, fałszywy alarm. Może James ma jednak trochę rozumu? Wątpię, ale uratował sytuację. Spojrzałam na niebo. Zaraz powinno zrobić się jasno, a do południa księżyc zmaleje. Nie pomyliłam się. Po chwili cztery postacie ruszyły przez błonia do bijącej wierzby. Odetchnęłam. Poczekałam jeszcze z pięć minut i weszłam do szkoły. Szybko przemknęłam się korytarzami, a gdy doszłam do korytarza z Grubą Damą odmieniłam się, poprawiłam i podeszłam do portretu.

- Emily, znowu nie było Cię całą noc. - Powiedziała Gruba Dama.
- Wiem przepraszam. - Uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Oh no tak, pełnia. - Powiedziała Gruba Dama. - I jak tam?
- Dobrze. - Odparłam. - O dziwo spokój.
- To dobrze. Podaj hasło, bo zaraz pewnie przylezą Huncwoci.
- No tak. Bananowy sorbet. - Powiedziałam.
- Zgadza się. - Dama otworzyła przejście.

Z westchnieniem weszłam do pokoju wspólnego. Miałam fart, jutro sobota, więc zdążę się wyspać. Ogień powoli dogasał a za oknami robiło się coraz jaśniej. Ruszyłam do dormitorium dziewczyn.

- Dziś widzę, że w miarę spokojnie. - Usłyszałam głos z fotela przy kominku. Aż podskoczyłam i spojrzałam tam. W fotelu siedziała Lily Evans.
- Lily. - Odetchnęłam trzymając się za serce. Wzięłam dwa głębsze oddechy. - Czy ty chcesz abym umarła na zawał?
- Nie. - Lily uśmiechnęła się. - Albo i tak.

Odwzajemniłam uśmiech. Lilianna Evans - prefekt naczelny Gryffindoru. Moja najlepsza przyjaciółka. Jedyna damska powierniczka tajemnicy Remusa, poza mną.

- Ale śmieszne. Co ty tu robisz?
- Kontroluje trzech debili na błoniach i Remusa. No i mam zamiar wlepić im po szlabanie za włóczenie się nocą.
- Odpuść im dzisiaj. Przynajmniej Remus miał towarzystwo. Poza tym... ja też mam szlaban?
- Daj spokój, ty go kochasz więc się nie liczy.
- Skąd wiesz, że oni nic ze sobą ten teges? No wiesz czwórka chłopców, zawsze razem, często sami.
- Emily, fuj! - Lily rzuciła we mnie poduszką. Roześmiałam się.
- Jesteś homofobem?
- Nie, ale wyobraziłam sobie właśnie orgię w wykonaniu ich czterech. - Wzdrygnęła się.

Spróbowałam to sobie wyobrazić i też się wzdrygnęłam.

- Faktycznie ohyda. - Powiedziałam.
- Poza tym jestem PEWNA, że nie są homo. James podrywa mnie, Syriusz każdą laskę powyżej 14 roku życia, Peter to Peter, a Remus "ma swoje powody".
- Co racja to racja. - Uśmiechnęłam się i podeszłam do okna. Spojrzałam na błonia. - O palant, idiota i debil wracają.
- A Remus znowu zostaje do południa?
- Tak. Dobra Lily, ja idę spać. Idziesz też?
- Ta... dziś im odpuszczę.
- Zakochana. - Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Wcale nie. - Odparła czerwieniąc się.
- Jasne. - Zaśmiałam się.
W ciszy weszłyśmy do dormitorium dziewczyn.

***
Rzędy cyfr znowu mnie pochłonęły. Liczyłam z zawrotną prędkością nie zwracając uwagi na otoczenie. Numerologia - tak, to był mój konik. Od zawsze. Kochałam ten przedmiot - dosłownie za wszytko. To niesamowite jak liczby, zwykłe liczby, w odpowiednim ustawieniu potrafiły mówić czasem więcej niż słowa.

- Emily. - Coś mnie szturchnęło w ramię. - Ej Em.

Podniosłam głowę wracając do rzeczywistości. To Lily mnie szturchała, a byłam w klasie numerologi. 8 osób - ja, Lily i Remus, trzech Krukonów, jeden Ślizgon i jedna Puchonka, to cała grupa na numerologii. Właśnie pisaliśmy sprawdzian. No tak.

- Co? - Szepnęłam patrząc na nauczycielkę, czytającą książkę.
- Pomocy. - Jęknęła szeptem Lily.

Wzniosłam oczy do nieba, a Remus siedzący po mojej prawej stronie pokręcił głową.

***

- Lily, więc po prostu zrezygnuj. - Powiedziałam
- Na ostatnim roku? - Lily pokręciła głową.
- Przecież na OWTM-ie Ci nie pomożemy. Zastanów się poważnie. - Powiedział Remus.
- Nadrobię.
- Wątpię. - Powiedziałam równo z Remusem.
- Jacy zgodni. - Zakpiła. Potem znowu zmarkotniała. - Dlaczego wam to tak łatwo przychodzi?
- Numerologia to moja pasja, wiesz o tym. - Odparłam.
- Lubię babrać się w liczbach. No i lubię jak wszytko tworzy logiczną całość. - Powiedział Remus.
- A! Denerwujecie mnie! - Lily udając obrażoną, wyprzedziła nas. Zaśmiała się chicho.
- A, Lily! - Zawołał za nią Remus.
- No? - Zapytała Lily dochodząc do Wielkiej Sali.
- Lepiej przygotuj się psychicznie. - Powiedział.
- Niby na co? - Zapytała Lily i weszła do wielkiej sali.

Po trzech sekundach usłyszeliśmy wrzask.

- POTTER! ZAMORDUJE CIĘ!

Remus westchnął zrezygnowany, a ja roześmiałam się.

- Chce to zobaczyć. - Powiedziałam i pobiegłam do Wielkiej Sali, a za mną Remus.

Weszłam i rozejrzałam się. Od razu zauważyłam o co chodzi, bo w sumie, ciężko było nie zauważyć. Za stołem nauczycieli na ścianie wisiał ogromny portret Lily, na dodatek w ramce z różowych i białych kwiatów w kształcie serca, a obok portretu widniał napis "Dla mojej najukochańszej i najpiękniejszej". Każdy wiedział, ze to robota Pottera. O mało bym nie wybuchnęła śmiechem, a potem Lily by mnie zabiła "bo to wcale nie jest śmieszne!", ale Remus zasłonił mi usta dłonią, również starając się nie roześmiać, widząc, że Lily w furii odnalazła Jamesa, który z lekkim przerażeniem wstał od stołu i puścił się biegiem w stronę bocznego wyjścia, a Lily za nim. Syriusz i Peter roześmiali się, tak jak połowa Wielkiej Sali, widząc tą scenę. Gdy Lily opuściła już salę, Remus odsłonił mi usta, a ja zaczerpnęłam powietrza aby się nie śmiać.

- Dzięki. - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Powiedział Remus patrząc na portret na ścianie. Nie był magiczny, tylko mugolski. - Nie wiem po co on to robi, skoro wie co się stanie.
- W sumie ja też. Choć, wiele robi się z miłości.
- No tak. "Miłość". - Prychnął ironicznie. - Bzdura.

Zabolało. Odwróciłam wzrok. Jedyna rzecz jaka mnie powstrzymywała od wyznania Remusowi co do niego czuję, to właśnie jego podejście do miłości. Nie wierzy w miłość.

- Może lepiej zajmiemy się tym, zanim Lily wróci? - Zapytałam zmieniając temat.
- Dobry pomysł. - Powiedział Remus.

Ruszyliśmy do stołu nauczycieli.

- Właściwie skąd miał zdjęcie dowodowe Lily? - Zapytałam.
- Co? - Zapytał Remus.
- W świecie mugoli, gdy stajesz się pełnoletni dostajesz taką plakietkę z twoimi danymi i zdjęciem. Jest to "dowód tożsamości" a to. - Wskazałam na portret. - Jest zdjęcie, które Lily będzie miała na dowodzie.
- Aha..., a to zdjęcie zabrał jej kiedyś z portfela. - Remus wzruszył ramionami.
- Świetnie. On chyba chce zginąć.
- Nie znasz Jamesa? Jakoś wybrnie.
- Jak zawsze.

Stanęliśmy przed stołem i wyciągnęliśmy różdżki. Równo nimi machnęliśmy i po chwili "dzieło" Jamesa zniknęło. Podeszliśmy do stołu Gryfonów. Na moje nieszczęście z 7 klasy byli przy nim tylko Syriusz i Peter. Z westchnieniem usiadłam koło Remusa na przeciwko nich.

- Cześć Rem. Cześć Emily. - Powiedział Syriusz z uśmiechem.
- Hej. - Uśmiechnął się Remus. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie przepadałam za Peterem a Syriusza nie trawiłam.
- Jak tam numerologia? - Zapytał Peter widząc, że Syriusz już otwiera usta, aby mi coś powiedzieć.
- Dobrze. Sprawdzian był banalny. - Odparł Remus.

Słuchałam ich jednym uchem i zabrałam się za kolację. Gdzieś w połowie wróciła Lily. Usiadła koło mnie i bez słowa zabrała się za jedzenie. James wrócił chwilę później i usiadł koło Remusa, również bez słowa.

- Wszytko ok? - Mrugnęłam do Lily.
- Mmm... - Mruknęła, ale nic więcej nie powiedziała.

Zachichotałam i dokończyłyśmy kolację, a potem ruszyłyśmy do pokoju wspólnego. Tam zabrałyśmy się za prace domowe. Około godziny 20 skończyłyśmy i popijałyśmy herbatkę rozmawiając. O 22 poszłam się wykąpać, a potem położyłam się spać.

***

Była godzina 23.30. Nie umiałam zasnąć. Miałam wrażenie, że ten dzień był jakiś za spokojny. Przekręciłam się na bok. Usłyszałam westchnienie.

- Dobra, co jest? - Usłyszałam głos Lily z łóżka obok.
- A co ma być? - Zapytałam zdumiona. - A ty czemu jeszcze nie śpisz?
- Wiercisz się jak głupia, a przez to nie umiem zasnąć. - Powiedziała Lily. - Co jest?
- Nic po prostu... mam wrażenie, że ten dzień jest jakiś za spokojny.
- Za spokojny? - Lily była sceptyczna.
- Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem. - Lily zastanowiła się. - Wiesz, masz rację. Ale to chyba dobrze, co? Zawsze mogłoby tak być.
- No chyba. - Nie byłam pewna.
- Idź spać. Pogadamy jutro.
- Okej.

Odwróciłam się na bok. Nie wiem kiedy zmorzył mnie sen.

wtorek, 15 maja 2012

Witam!

Witam wszystkich.
Jak zapewne się domyślacie będzie to blog o tematyce "Harry Potter" w czasach młodości Huncwotów. Sami Huncwoci będą występować, ale żaden z nich nie będzie głównym bohaterem. To samo tyczy się Lily. Będą za to jednymi z pierwszoplanowych bohaterów. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Z początku może być z lekka oklepane (w końcu od czegoś trzeba zacząć), ale potem piszę całkowicie (tak przynajmniej myślę) oryginalnie. Pierwsza notka pojawi się jeszcze dziś lub jutro.
Miłego czytania.