[Tydzień później]
- Jeszcze dziś, jutro, Hogsmeade i
ŚWIĘTA!
Za co? Pytałam samą siebie po raz
kolejny. Eliksiry, tak, właśnie eliksiry. Za jakie grzechy
chodziłam na nie bez Lily za to z Jamesem, Syriuszem i Remusem? Na
dodatek Remus odmówił pomocy Jamesowi z pracą domową, a ten
przybiegł do mnie i wręcz błagał. Nie umiałam mu odmówić, poza
tym jakbym to zrobiła, Lily by mnie zabiła. Uważała, że powinno
się pomagać innym, "nawet jeżeli to Ci debile". Więc
teraz zgrzytając zębami siedziałam w bibliotece i wbijałam siłą,
dosłownie, wiedzę do jego pustego łba, a on wykrzykiwał swoje
teksty o wolnym i świętach.
- James czy mógłbyś się z łaski
swojej skupić? - Zapytałam.
- Przepraszam Em, ale ja już żyję
wolnym.
- Bo znowu będziesz balować z
Syriuszem u Ciebie w domu? - Uniosłam brwi.
- Też. - Wyszczerzył zęby. Jezu.
Pokręciłam głową.
- To za 3 dni. Teraz E-LI-KSI-RY. No
jeszcze raz bo to na pewno masz źle. - Wskazałam na fragment
wypracowania.
James westchnął ale zabrał się do
pracy.
***
- Nie! Nie amortencja tylko
veritaserum!
- Przepraszam. - Westchnął
zrezygnowany.
Załamałam ręce. Wzięłam dwa
głębokie oddechy i gdy byłam pewna, że się nie wydrę zaczęłam
mówić.
- James czy ty zdajesz sobie sprawę,
że za niecałe 6 miesięcy zdajemy OWTM-y?
- Tak.
- I chcesz pisać eliksiry aby być
aurorem?
- Tak.
- To się zabierz do roboty, bo na ten
moment tego nie widzę.
- Em, naprawdę się staram.
- Jakoś tego nie widzę.
- Remus powiedział, że ma dość
pomagania mi.
- W ogóle się nie dziwię.
-Em? - Zapytał gdy zobaczył, że
wróciłam do nauki.
- No? - Zapytałam.
- Dasz mi korki z eliksirów?
- Co? - Zapytałam podnosząc głowę.
Chyba się przesłyszałam.
- Czy udzielisz mi korepetycji z
eliksirów?
- Mówisz poważnie? - Zmrużyłam
oczy.
- Tak. - Widać, że ciężko mu było
się przyznać. W końcu wielki pan Potter nigdy nie potrzebuje
pomocy. Westchnęłam i zamknęłam książkę.
- Pod warunkiem, że się przyłożysz.
- Obiecuję, że będę pilnym uczniem.
- Zasalutował. Niby się zgrywał, ale czułam, że mówi szczerze.
W końcu długo go już znałam.
- No dobra. Zaczynamy po świętach. -
Spojrzałam do mojego kalendarzyka. - W każdy wtorek i piątek po
godzinie.
- Dziękuję! Ratujesz mi życie!
- Raczej karierę.
Usłyszeliśmy chrząknięcie.
Spojrzałam na prawo. Stał tam Syriusz. Westchnęłam w duchu.
- Dobra na dziś koniec. -
Powiedziałam.
- Okej.
Zaczęłam zbierać swoje książki do
torby, a James swoje. Podszedł do nas Syriusz, udawałam, że on nie
istnieje.
- Cześć James. Cześć Emily.
- Cześć Syr. - Powiedział James. Ja
nadal udawałam, że go nie widzę ani nie słyszę.
- Em. - Zero reakcji z mojej strony. -
Ej Em.
Nic. Nadal zbierałam swoje książki.
James zachichotał.
- Dobra ja idę Emily. Na razie. -
Powiedział James.
- No pa. - Odparłam.
Nadal nie podnosiłam wzroku, zbierając
powoli swoje książki. Gdy sądziłam, że już poszli rozejrzałam
się. Syriusz nadal tu był. Odetchnęłam dwa razy i zarzuciłam
torbę na ramię.
- No na reszcie podniosłaś tą głowę.
- Powiedział.
- Co chcesz? - Zapytała oschle.
- Pogadać.
- Ta jasne. - Prychnęłam.
Ostatni raz jak przyszedł "pogadać"
skończyłam w zaspie śnieżnej do której mnie wrzucił. Celowo.
- Em, serio sorry za tą zaspę. -
Zaczął.
- Nie rozmawiam z Tobą.
Przeszłam obok niego obojętnie, ale
złapał mnie za rękę. Chciałam ją wyrwać ale był silniejszy.
Szlak by go. Odwrócił mnie do siebie.
- No co? - Warknęłam.
- Ile masz być zamiar na mnie
wściekła?
- Trzy miliony osiem tysięcy dwieście
pięćdziesiąt trzy lata. - Odparłam.
- Emily nie zachowuj się jak dziecko.
- Ja się zachowuje jak dziecko? -
Uniosłam brwi.
- Na dobra, na co dzień ja, ale teraz
ty.
- Syriusz ja nie jestem Lily, która
wiecznie wybacza.
- Wiem, ale przez ten głupi wybryk mam
wrażenie, że mnie nienawidzisz.
- Nigdy Cię nie lubiłam, co za
różnica?
- Nie lubić a nienawidzić to dwie
różne rzeczy. Słuchaj a nie może być tak jak przez ostatnie
sześć lat? Kumplowaliśmy się przecież. Dasz mi jeszcze jedną
szanse na kumpelstwo?
Westchnęłam. Jak powiem "nie"
wszyscy będą wieszać psy na mnie, bo on przeprosił. Jak powiem
"tak" to mnie trafi szlak. Ciężko.
- Okej. Ostatnia szansa Black.
- Dobra dzięki.
- Coś jeszcze?
- Tak.
- Więc słucham.
- W tą sobotę jest wypad do
Hogsmeade. James idzie z Lily na randkę, Remus jedzie wcześniej do
domu a Peter się przeziębił i nie może iść. Może poszlibyśmy
razem co? Jak kumple.
- Jak kumple?
- Tak.
- No okej. I tak nie miałam z kim iść.
- To się jeszcze zgadamy.
- Okej.
- To na razie.
- Na razie.
Syriusz zniknął mi z oczu pomiędzy
regałami.
***
- Co?! - Lily była w totalnym szoku.
Patrzyłam na nią spokojnie pijąc
herbatę. Lily siedziała z szczęką przy ziemi i patrzyła na mnie
wielkimi oczami.
- Czy ja dobrze zrozumiałam? -
Zapytała Lily.
- Tak.
- Pogodziłaś się z Syriuszem? -
Upewniła się Lily.
- Tak.
- On Cię przeprosił.
- Tak.
- Zaprosił Cię do Hogsmeade?
- Tak.
- I zgodziłaś się?
- I tak nie miałam z kim iść. -
Odparłam. Zaczynało mnie to irytować.
- Czyś ty oszalała?!
- Lily o co Ci chodzi? Od paru tygodni
Ty i Remus powtarzacie mi, że mam się pogodzić z Syriuszem.
Zrobiłam to, zaprosił mnie jak jak kumpel, zgodziłam się.
- Tak ale, ale... - Lily westchnęła.
- Znasz go prawda? On zawsze ma jakiś cel.
- Lily. - Wywróciłam oczami. - Tak,
znam go. Tak wiem jaki on jest. Dostał ostatnia szansę. Jak to
spapra to będzie jego wina i jego możecie się czepiać.
- No w sumie racja. Jakby co będę z
Jamesem u pani Puddifoot, albo w Trzech Miotłach, albo w miodowym
Królestwie...
- Lily uspokój się. Idziesz na randkę
z Jamesem. To niemal tak samo niebezpieczne jak kumpelski wypad z
Syriuszem, więc skup się na sobie.
Wróciłam od pracy domowej ignorując
minę Lily.
***
Była już 22, a ja nadal siedziałam
przy pracy domowej. Po chwili dosiadł się do mnie Remus.
- Co tam? - Zapytał.
- A... Transmutacja. - Zrobiłam
zbolałą minę. Remus zaśmiał się.
- Daj to.
Wziął pergamin i zaczął czytać. Co
jakiś czas coś poprawiał, skreślał lub dopisywał. Po 15
minutach skończył.
- Masz. - Oddał mi pergamin.
- Dzięki. - Odparłam i przeleciałam
wzrokiem po pergaminie i zaczęłam przepisywać pracę na czysto. -
Za co taka uprzejmość i bezinteresowna pomoc?
- Wybawiłaś mnie od Jamesa i pomocy
przy eliksirach. Dzięki.
- Aaa to... nie ma za co. -
Powiedziałam.
- I pogodziłaś się z Syriuszem.
- I owszem.
- Czyli w końcu będzie spokój?
- Jak zda test.
- Jaki test?
- Wypad do Hogsmeade w sobotę. To jest
jego test.
- Aaa... czaje. Jak coś odwali to nie
zda?
- I owszem.
Zaczęliśmy swobodna rozmowę o
błahostkach, on popijał herbatę a ja przepisywałam. Kiedy
skończyłam była 23. Mimo tego kontynuowałam rozmowę prawie do
północy. Dawno nie miałam okazji porozmawiać z Remim sam na sam.
Cieszył mnie każdy jego uśmiech, każde jego spojrzenia, nawet
każde jego słowo. Ale bolało to, że dla niego zawsze będę tylko
przyjaciółką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz